piątek, 11 kwietnia 2014

Pierwszy chips w raju


Kolejny raz kiedy dzieci zaaplikowały mi terapię wstrząsową, mającą na celu obudzenie mnie ze snu idealnego.  Pewnego dnia podczas przyjemnej poobiedniej posiadówko-rozmówki wypłynął temat chipsów. Nie będę ukrywała,  że temat mnie zaintrygował, więc rozmowa popłynęła. Miałam wrażenie, że przysłuchuję się rozmowie ekspertów, gdy pojawiły się marki chipsów, nazwy i smaki. Chcąc sprawdzić poziom zaawansowania wiedzy popartej osobistym doświadczeniem, zapytałam przyjemnie gaworzące towarzystwo, kto z nich nigdy chipsów nie próbował. Chętnych brak. Czy to z obawy przed odrzuceniem społecznym skądinąd tak ważnym dla dzieci w wieku 5-6 lat, czy obawą "nie bycia" ekspertem, fakt jest faktem, że każde z dzieci miało za sobą już swój pierwszy chipsowy raz, co więcej chipsy jako przekąska pojawiały się bardzo często. Najrzadziej w "dni jak mają wolne od przedszkola" czyli sobota i niedziela. Dzieci deklarowały, że zazwyczaj dostają chipsy, gdy zaproponują zakup rodzicom. Inne, że zawsze gdy gdzieś pojadą, chipsy już na czekają. Zdarzył się też przypadek, kiedy dziecko dostawało chipsy w nagrodę za zjedzenie czegoś zdrowego (wg zeznań np kanapki)- sytuacja chyba najgorsza z najgorszych, aż do momentu... Zapytałam też dzieci kto z nimi chipsy spożywa, wyszły współudziały rodziców, ale to nic, rodzice starzy wiedzą co robią (teoretycznie, bo sami odpowiadają za swoje zdrowie). Natomiast zaskoczył mnie fakt, iż w chipsowych ucztach uczestniczą również młodsze dzieci, już niespełna dwuletnie. Zastanawia mnie fakt, kiedy ten pierwszy chips trafia do ust dziecka. Każdy z rodziców zna zasady wprowadzania posiłków do diety dziecka. Istnieje tam wzmianka o wprowadzaniu ostrożnym w trzecim kwartale życia glutenu, całego jajka, owoców cytrusowych czy twarogu, ale o chipsach ani słowa. Rodzice sami poszukują tego momentu i cóż jak widać wypada on niebawem po tym jak dziecko dorasta do strawienia białka jaja. Trochę to zaskakujące, jak rodzice martwiący się o alergie i zdrowie dzieci robią z nich tak szybko śmietnik. Po tylko tak można postrzegać wrzucanie w dziecko "junk foodów".
Tymczasem epidemiolodzy biją na alarm. Otyłość otyłością kiedy ponad jedną trzecią składu chipsów stanowi tłuszcz. Ha i to nie byle jaki tylko sowicie wyposażony w izomery trans zapewniający naszym pociechom miażdżycę. Przypominam tylko, że pierwsze zmiany miażdżycowe można zauważyć już u trzylatków. Ale tłuszcz tłuszczem, każdy wie, że chipsy są bombą kaloryczną. W zestawie z Izomerami trans znajdziemy akryloamid. Piękna nazwa dla substancji, która przemysłowo używa się przy wytwarzaniu między innymi plastiku. Akryloamid ma przede wszystkim działanie carcerogenne (rakotwórcze) oskarża się go (i potwierdzają ten fakt badaniami) o powodowanie zmian (uszkodzeń) w strukturze DNA. Badania podają również, że dzieci spożywające takie przekąski, w porównaniu z tymi spożywającymi jako przekąski warzywa i owoce mają niższy poziom inteligencji. Dr John Wright, zauważa, że spożywanie chipsów przez ciężarne jest równie toksyczne dla płodu ja palenie tytoniu w ciąży, nie łudźmy się, że na młode organizmy wpływa to lepiej. Kolejnym aspektem pozostaje uzależnienie, bardzo szybko rozwijające się, głównie dzięki gigantycznej ilości soli i cukru. równocześnie te dwa składniki działają obciążająco no układ nerwowy, odpornościowy, krążenia nie wspominając o obciążeniu dla poszczególnych narządów w tym nerek. Tablicy mendelejewa wspomagającej smak nie sposób już omówić.
Pojawił się jeden, jedyny aspekt tej rozmowy, który mnie rozbawił. Wyraz autentycznego zaskoczenia dzieci (pierwszy raz taki widziałam), kiedy im oznajmiłam, że ja chipsów nie jem. tych min nigdy nie zapomnę.

poniedziałek, 24 marca 2014

Kto nie lubi grubego?




Już nasze babcie i prababcie uczyły nas grzeczności w stosunku do osób chorych, kalekich w jakikolwiek sposób zniedołężniałych. Dziś każdy wie, że określenie gruby jest bardzo niegrzeczne, wypada raczej używać określeń typu puszysty, misia, kobieta o kobiecych czy rubensowskich kształtach czy pan misiowaty, ale czy zmienia to postrzeganie osób otyłych na bardziej przyjazne? Brewis wykazała, ze jeszcze do niedawna opinia o ludziach puszystych była bardzo pozytywna. Przypisywano im takie cechy jak: ludzie pełni sukcesu, hojni, bogaci, płodni oraz piękni. ..
Ale to było kiedyś. Obecnie badania wykazują, iż osoby odbiegające od idealnej wagi na plus określane są coraz bardziej pejoratywnie. Stereotypy te rozpoczynają się już .. w przedszkolu. To przedszkolak jako pierwszy powie o grubszym rówieśniku, że jest głupi, brzydki, leniwy, smutny, wredny, zaniedbany i pucołowaty. Dziecko w wieku szkolnym kolegę z nadwagą będzie postrzegało jako głupiego, brzydkiego, leniwego, samolubnego, kłamczucha, nie lubianego przez rówieśników, jest on częściej przedrzeźniany i ma mniejsze grono przyjaciół. Takie myślenie przekłada się bezpośrednio na zachowania dzieci. W innych badaniach dzieci spośród zdjęć przedstawiających dzieci z różnymi deformacjami, kalectwami i nadwagą, jako kolegę, z którym chciałyby się bawić najrzadziej wybierały osoby z nadwagą (otyłością)!! Nasza tolerancja dla osób z nadwaga nie zwiększa się z wiekiem. Młodzież postrzega ich jako osoby leniwe, brudne, niezgrabne ruchowo, jedzące za dużo, nie posiadające życia uczuciowego, bez szans na znalezienie partnera. Osoby w wieku ok 20 lat dorzucają jeszcze do tego: folgujący sobie, nieatrakcyjny o niskim poczuciu wartości, bez umiejętności seksualnych, zasługujący na gorszych partnerów. Nawet w wieku dorosłym i później stereotypy nie tracą na intensywności. Osoby otyłe są tu postrzegane jako leniwe, pobłażające sobie, pozbawione zdolności samokontroli, niechlujne, niechciane i nieatrakcyjne.  Najciekawsze jest to, ze wg badań Brewis najbardziej na negatywną ocenę narażone są osoby mieszkające w USA i w Wielkiej Brytanii, czyli w krajach gdzie odsetek ludzi z nadwagą i otyłością rośnie najszybciej. Oczywiście nie oznacza to ani tego, że my jesteśmy bardziej tolerancyjni, ani też że nie dążymy do osiągniecia w sferze otyłości takich statystyk jak mają Amerykanie czy Brytyjczycy. A co? Nikt nam nie będzie mówił, ze my zacofany kraj jesteśmy i sobie takie statystyki zrobimy. A walczymy dzielnie. Z raportu GUS-u (Stan zdrowia ludności w 2009 r.) wynika, że 52% dorosłych Polaków boryka się z nadwaga bądź otyłością. Instytut Matki i Dziecka podaje, że tylko 45% dzieci do 3 r.ż. ma prawidłową wagę ciała. Wśród dzieci w wieku szkolny prawie 30% ma nadwagę lub jest otyła.
Proszę Państwa to się samo nie robi.



środa, 12 marca 2014

„Chcę być szczuła i seksowna” czyli dylematy Małgorzaty



          Większość zapytanych kobiet taki ma plan na najbliższy czas. Uzyskać figurę Brigitte Bardot, ewentualnie prawie uzyskać, w skrócie życie większości z nas skupia się na dążeniu do ideału. Zastanawiające dlaczego nam nie wychodzi. Czy nasze „chcenia” są tylko odpowiedzą na oczekiwania współczesnych mediów i NASZYCH wizji pragnień i oczekiwań naszych panów. Chcemy być szczupłe  i seksowne, bo tak wypada, bo wtedy dopiero pokażemy (całemu światu) jakie to doskonałe jesteśmy i co to możemy. Czy może kiedy opada fasada naszego oficjalnego chcenia odkrywamy, że wcale tak nie jest. Nie chcemy być ani szczupłe ani seksowne. Nasze nadprogramowe kilogramy odgrywają dla nas zbyt istotną rolę, aby się z nimi rozstawać. Nasze oponki stanowią tarczę ochronną przed światem, możemy się za nimi schować i jak dzieci, udawać, że nas nie ma. Bycie niewidzialnym niesie za sobą wiele korzyści. Nie musimy być zawsze doskonale ubrane i uczesane, ba nawet nieprecyzyjny  makijaż nam umknie, bo kto ocenia nasz wygląd? Możemy uciec przed plotkującymi koleżankami, mieć zły humor, w końcu rola gwiazdy nie do nas należy. Nasze nadprogramowe kilogramy mają jeszcze jedną pozytywną cechę, są naszym „chłopcem do bicia”. Jeśli szef nas zruga, po chwili kryzysu dochodzimy do myśli doskonałej, „zrugał, bo nie lubi, bo kto lubi grubych”, jeśli nam nie pójdzie, nie dostaniemy awansu, wiadomo, że osoby otyłe się dyskryminuje. W skrócie utrzymanie naszego status quo jest dla nas korzystne, skutecznie chroni nasze ego i pozwala na wygodne funkcjonowanie „z dala od konfliktów”. W końcu nikt nam nie powie, ze nas nie lubi, bo nam się tego nie mówi.
            Na koniec pozostaje jeszcze jeden aspekt dbania o swoją tuszę. Dziś znamy się doskonale, wiemy jak patrzy na nas pani w sklepie i jak rozmawia z nami szef. W naszym idealnym świecie (wpojonym przez kogoś, ku pokrzepieniu serc) „Nie wygląd się liczy, tylko to co w środku”. Dziś pomimo wiary w człowieka wiemy, ze oceniani będziemy przez pryzmat wyglądu. W naszej wyobraźni nie tylko upadną wszelkie znane nam relacje, które będzie trzeba kształtować od początku. W mak się rozsypie nasz obraz siebie. Bycie szczupłą, może i pożądane dla wielu z nas niesie z sobą pewien aspekt niebezpieczeństwa.

sobota, 22 lutego 2014

I że Cię nie opuszczę, aż do śmierci…



Dieta z łac. sposób życia, oznacza ni mniej ni więcej, jak to, że towarzyszyć nam będzie do grobowej deski. Warto wiec zastanowić się nad nią, zanim wypowiemy sakramentalne tak. Szczęście, że dietę teoretycznie szybciej i łatwiej można wymienić niż partnera, ale czy na pewno? Partnerowi wystarczy wystawienie bagażu za drzwi, a co z dietą? Z zmianą diety nie pójdzie nam tak łatwo.
Pragnę zwrócić uwagę, że dieta (sposób życia) to nie tylko sposób jedzenia. Biorąc do ręki kolorowe czasopismo z kolejną dietą cud, zakładamy, ze wystarczy zrobić jak piszą tydzień lub dwa i staniemy się piękne zgrabne i powabne.  Przede wszystkim nie ma tak lekko. Ilość i jakość pożywienia, które sobie dostarczamy to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Nasz styl życia, kształtujemy latami, kształtowały je nasze matki i babki i nieżyjący przodkowie, którzy w spadku zostawili nam pewne trwale nawyki zwane tradycjami rodzinnymi. Tradycje te sprawiają, że każda rodzina jest wyjątkowa, ale nie zawsze mają dobry wpływ na nasze zdrowie. Klasycznym przykładem jest dom, w którym mężczyzna wraca po pracy zmęczony, a jego aktywność przez pozostałą części doby opiera się na przerzucaniu kanałów w TV i spaniu.  Schemat ten powtarzany z pokolenia na pokolenie zabija naszych panów. Są tez przyzwyczajenia, które wyrobiliśmy sobie sami: świeża drożdżówka kupiona w drodze do pracy, żeby było coś do kawy itp. Działania powtarzane co dzień nie wiedzieć kiedy stają się naszą normą, niekontrolowanym odruchem już bardzo trudnym do oduczenia.  Dlatego, aby zmienić się musimy podjąć ten pierwszy krok wyrwania się ze zgubnych przyzwyczajeń.  A kiedy ominiemy cukiernię następnym razem będzie nam już łatwiej. 
Pracując nad swoją dietą nie możemy zapominać o ruchu. Aktywność fizyczna perfekcyjnie zastąpi czekoladę prowokując wydzielanie się endorfin (naszych hormonów szczęścia). Za to skutki długofalowe są dużo przyjemniejsze. Nie wiem jak wam, ale mi większą przyjemność sprawia oglądanie ciała osoby uprawiającej regularną aktywność fizyczną, niż osoby regularnie pałaszującej czekoladę. Kolejnym krokiem jest zadbanie o higienę psychiczną. Skoro nie możemy wyeliminować z życia stresu postarajmy się znaleźć inne sposoby radzenia sobie z nim niż sam na sam z lodówką (barkiem) wieczorową porą.  I w końcu znajdźmy te dietę, którą będziemy w stanie kochać do grobowej deski. Taki sposób odżywiania, który nie tylko zadba o potrzeby naszego organizmu, ale też będzie dla nas smaczny i przyjemny, w końcu ma nam towarzyszyć bardzo długo.
I jeszcze jedno. Nie szykujcie się na rewolucję.. drogę tę przemierzajcie krok po kroku, ale zawsze ku lepszemu.

piątek, 14 lutego 2014

Kochaj albo żuj




Walentynki 2014- kolejne kontrowersyjne święto. Kto je lubi? Słyszę czasem opinie, że nie powinniśmy obchodzić, bo to święto sztucznie ściągnięte z USA. Bawią mnie ci wrogowie kapitalizmu. Bądź co bądź Szekspir w Hamlecie opisywał dzień św. Walentego:
"Dzień dobry, dziś święty Walenty,
Dopiero co świtać poczyna,
Młodzieniec snem leży ujęty,
a hoża doń puka dziewczyna.
Podskoczył kochanek, wdział szaty,
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną,
I weszła dziewczyna do chaty,
Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną"
ale może i on przelotem krainę kapitalizmu zaliczył. Fakt jeden jest pewny: nie ma znaczenia jakie kontrowersję budzą w nas walentynki. Zatrważające jest to jak złośliwie potraktowała nas  w tym wypadku matka natura (pisząc nas mam tu na myśli klasycznych podjadaczy i zajadaczy, który każdy kęs skutecznie osadza się w bioderkach). W gruncie rzeczy bycie zakochanym to jedna z najskuteczniejszych metod odchudzania. Zakochani z automatu przechodzą na żywienie się wyłącznie energia gwiazd, tylko czasem dla podkreślenia nastroju, z okazji rocznicy, miesięcznicy czy jakiejś tam wspólnie dziubek przy dziubku skonsumują jedną truskawkę, bo potem już o kolacji zapominają. No i pytam gdzie tu sprawiedliwość w dziele stworzenia. Najwyraźniej zamysł twórcy miał rację bytu tylko do początku uprzemysłowienia społeczeństwa, teraz przydałoby się jakieś nowe stworzenie (ewentualnie zainstalowanie jakiś aktualizacji). Jako kobieta stwierdzam, że nie chce mi się jeść ( a wiec mam szansę dojść do 36) gdy już mam kogoś, no tak , ale gdy nie mam… Gdy nie mam kogoś mam jeszcze lodówkę. Szkoda tylko, ze moja miłość do lodówki coraz bardziej dyskredytuje możliwość zdobycia miłości tego pana ;/ Jedynym pocieszeniem jest fakt, że nie tylko płeć piękna zajada swoje smutki, samotność, poczucie beznadziei, nudę.  Jedyną różnicę stanowią nasze smaki. Z badań pana Wansika, wynika, że i kobiety i mężczyźni zajadają swoją samotność (i inne emocje), natomiast sposób zajadania (i smaki) są już zupełnie różne. Kobiety jak wykazuje każda rasowa amerykańska komedia romantyczna w zakresie swoich pocieszaczy mają: ciastka, lody, torciki itp. Natomiast mężczyźni: pizzę, spaghetti, befsztyka itp. Jedne i drugie danie zapewnia nam spora ilość węglowodanów i tłuszczów, czym dyskretnie wprowadzamy się w stan lekkiej ekstazy, po produkcji endorfin. Wansik jednak nie odpuszcza tak lekko, dlaczego tak różnią się te zachcianki, z jego badań wynika, że mężczyźni po spożyciu tych potraw czują się znów zaopiekowani, wracają miłe wspomnienia, w których matka kochała ich bezwarunkowo i otaczała opieką. Z tej też przyczyny niekochana kobieta wybiera ciasteczka i lody, niż porządkowanie kuchni po przygotowaniu posiłku.

Z okazji Walentynek, życia usłanego truskawkami życzę ;)